Świadectwa - Różaniec Rodziców za Dzieci

Przejdź do treści

Menu główne:

Świadectwa

Różaniec rodziców rozwija się dzięki świadectwu rodziców, dzielcie się nim dając świadectwo nadziei wszystkim potrzebującym wsparcia. Odwagi, jest z nami Maryja Wspomożycielka!
    
Do Różańca Rodziców dołączyliśmy z mężem 27.01.2016.

Zanim to się stało mięliśmy bardzo ciężkie 2 tygodnie. Najpierw zachorował dziesięciomiesięczny syn. Miał zapalenie płuc. Przez 5 dni byłam z nim w szpitalu. Już wtedy wiedziałam, że spodziewam się trzeciego dziecka. Bałam się o nie. W szpitalu panował wtedy rota wirus. Troszkę plamiłam, ale było tak też w poprzednich dwóch ciążach.  
Ostatniego dnia hospitalizacji poszłam do ginekologa, żeby sprawdzić czy wszystko w porządku z dzieckiem. To był około 7 tydzień ciąży. Podczas USG lekarz milczał. Po badaniu, powiedział, że ma złe wieści. Była to tzw. ciąża zaśniadowa. Szanse dziecka określił jako zerowe. Ostatnio taki przypadek miał 5 lat temu. Stan zagrażał mojemu życiu. Musiałam udać się do szpitala, aby się nie wykrwawić.  
Usłyszałam stwierdzenia: „usunąć”, „wyczyścić” jak najszybciej. Stan zagrażał mojemu życiu a w domu czekały dzieci. Ale rodził się we mnie bunt. To było życie. Jak mogłabym je zgasić? Byłam zdruzgotana.
Czułam przynaglenie, żeby zadzwonić do koleżanki ze Wspólnoty – Doroty, mimo, że rozmawiałyśmy tylko kilka razy w życiu. Czułam, że od niej usłyszę co mam robić.
Nie skojarzyłam wtedy jeszcze, że przecież koordynuje ona Różę Rodziców, do której wkrótce mieliśmy z mężem przystąpić.
Dorotka wysłuchała mnie, dodała otuchy. Odesłała do lekarza, aby stwierdził na pewno czy ciąża żyje czy nie. Była to wtedy dla mnie pierwszorzędna kwestia. Oprócz tego zapewniła mnie o tym, że roześle prośbę o modlitwę za mnie w Róży Różańcowej Rodziców.
Po tej rozmowie dostałam skrzydeł. Czułam ogromną moc modlitwy i opiekę. Nie załamałam się. Lekarz był bardzo wyrozumiały. Skonsultował swoje przypuszczenia i upewnił mnie, ciąża martwa. Paradoksalnie była to dla mnie dobra wiadomość. Mogłam się spokojnie pożegnać. Czułam, że jest to chłopiec. Nazwaliśmy go Józio. Pogodziłam się z wolą Bożą. Byłam co prawda w żałobie, ale nie byłam załamana. Dałam Bogu Aniołka do Jego niebiańskiej armii. Mam nadzieję, że kiedyś się spotkamy…
Miałam tez wsparcie kapelana szpitalnego. Mogłam z nim porozmawiać, uczestniczyć w Sakramentach św. i Eucharystii.
Zabiegł był trudny ale przeszedł pomyślnie. Wyniki histopatologii, też wyszły dobrze. Być może kiedyś będę jeszcze miała kolejne dziecko. Na razie jestem wdzięczna za Różę Różańcową Rodziców. Jestem szczęśliwa, że do niej należę i oddałam dzieci w opiekę Matki Bożej.

Za to Chwała Panu.
W Radości Pana,
Aneta.


Grodzisk Maz. 11.03.2016

Do modlitwy w Różańcu rodziców Dorota zaprosiła mnie na początku 2014 roku, a ja od razu jej odmówiłam twierdząc, że nie nadaję się do wspólnot a poza tym i tak codziennie odmawiam za moje dzieci dziesiątkę różańca bez żadnych zobowiązań.
Opowiedziała mi wtedy o zasadach przynależności do tej wspólnoty oraz o tym, że w trudnych chwilach możemy poprosić innych rodziców o modlitwę.
Te argumenty jeszcze wtedy mnie nie przekonały.
Niedługo po naszym spotkaniu, zbliżała się Kanonizacja JPII i Jana XXIII, na którą z ogromną siłą ... na tydzień przed wydarzeniem, zapragnęłam pojechać z całą rodziną.
Było to jednak wówczas niemożliwe m.in. ze względu na bardzo krótki czas do wyjazdu, sprawy zawodowe i finansowe.
Już w niecały tydzień później siedziałam w autokarze do Watykanu.
Okoliczności tego wyjazdu były dla mnie tak niesamowite i nieprawdopodobne, że całą drogę pytałam Boga - czego ode mnie oczekuje, skoro otrzymałam bezpłatną ofertę wyjazdu i pomimo tak wielu przeszkód organizacyjnych ... jadę?
Po kanonizacji podczas zwiedzania Watykanu Dorota z mężem opowiadali mi jak różaniec odmienia życie ich rodziny i mówili, że tą dziesiątkę odmawiają wspólnie z dziećmi.
Zupełnie nie mogłam sobie wyobrazić moich dzieci podczas „tak długiej” modlitwy i nie czułam wtedy jeszcze takiej potrzeby.
W Asyżu, do którego pojechaliśmy w drodze powrotnej, postanowiłam się wyspowiadać, by w jednej z odwiedzanych Świątyń na Mszy Świętej przyjąć Komunię Św. i otrzymać odpust zupełny. Wtedy pod krzyżem franciszkańskim usłyszałam bardzo wyraźną odpowiedź na moje pytanie…


Jeszcze w drodze do Polski poprosiłam Dorotę żeby w tworzącej się Róży trzymała dwa miejsca dla mnie i mojego męża – choć wiedziałam, że nie jestem w stanie go do tego namówić – może to zrobić jedynie sam Bóg – tak też się stało.
Wspólnie z mężem rozpoczęliśmy nie tylko modlitwę za dzieci … ale tak jak poprosił mnie o to Jezus w Asyżu – również z dziećmi.
Zupełnie nie wiem jak ich wszystkich do tego przekonałam, ale wiem, że moje macierzyńskie obawy i troski o dobre wychowanie i wykształcenie dzieci, Jezus bierze na siebie.
Od nas oczekuje JEDYNIE abyśmy dawali naszym dzieciom świadectwo żywej wiary poprzez wspólną rodzinną modlitwę (tak naprawde gdyby nie takie świadectwo moich rodziców i dziadków, które dawali całym swoim życiem to nie byłoby mnie teraz tu, gdzie jestem.)

Moje problemy nie zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki - ale cały czas czułam, że Jezus nam pomaga.
Pomimo wielu otrzymywanych łask pojawiały się również nowe problemy.
Teraz wiem, że wykorzystywał On te problemy po to aby nas przemieniać i przybliżać do siebie.
Doświadczaliśmy kolejnych cudów, otrzymywaliśmy niezliczone łaski – o których można by napisać książkę (choć niektóre są zbyt osobiste i intymne).
Jedną z tych łask było trzecie dziecko, które rozwijało się pod moim sercem.
Dziecko, którego pragnęłam, a na które nie mogliśmy sobie pozwolić i baliśmy się świadomie zdecydować (takie czasy).
Pomyślałam, że skoro taka jest wola Boża to może tą ciążę zniosę lepiej niż dwie poprzednie.
Niestety się myliłam. Wiele problemów i kiepskie „parametry” ciąży, powodowały nieustający niepokój o przedwczesny poród.
Wtedy to przypomniałam sobie, że otrzymuję sms-y z prośbą o modlitwę w intencjach innych rodziców modlących się w Różach.
Poprosiłam wtedy przez Dorotę o modlitwę w intencji mojego dziecka i porodu w terminie.
Po tym szturmie do nieba, na kolejnej wizycie Pani doktor aż się głośno uśmiechnęła widząc jak nieprawdopodobnie poprawiły się „parametry” tej ciąży.
Nie było tak dobrze do końca, bo potem znowu musiałam leżeć i nadal martwiłam się o moje dziecko.
Z tych ciążowych problemów i doświadczeń Maryja wyprowadziła nas obronną ręką.
Dzięki nim pozwoliła mi poznać swoją nieograniczoną matczyną miłość i troskę, odpowiadając na moje modlitwy w poznanej wówczas Nowennie Pompejańskiej.

Dziś, w niecałe dwa lata od przystąpienia do Różańca rodziców jestem szczęśliwą mamą trójki już wspaniałych, zdrowych - urodzonych w terminie dzieci.
Zachęciłam kolejne mamy do podjęcia tej modlitwy i jestem pewna, że Maryja prowadzi całą naszą rodzinę do Jezusa – choć nadal nie zawsze prostymi drogami. Każdego dnia widzę w naszym (nieidealnym i niełatwym) życiu rodzinnym jak wieloma łaskami nas obdarza.
Dziś wiem, że jeśli modlimy się za innych wówczas naszymi problemami zajmuje się osobiście sam Bóg.
Dzięki modlitwie za moich bliskich i za ludzi, którzy mnie o modlitwę proszą, prawdziwie doświadczam obecności Boga żywego w naszym życiu.
Dziękuję Mu za tą obecność oraz za to, że pomógł mi napisać to świadectwo, bo jestem je winna całej wspólnocie Kościoła za otrzymane łaski oraz za świadectwa innych, które często umacniają mnie w wierze.

Na chwałę Bożą - wdzięczna matka modląca się w rózy św.Michała Archanioła

 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego